UWAGA

UWAGA ZMIENIAMY ADRES


Mój blog dostępny jest już pod nowym adresem


Serdecznie zapraszam na:


KRZYSZTOFNYREK.PL

Założe się, że tego nie spróbujesz

sobota, 5 grudnia 2009

Uwaga fiskus przyjdzie w święta z kolędą

Mało, kto w ogóle by o tym pomyślał, ale prawdą jest, że prezent pod choinką jest darowizną, a skoro tak to podlega opodatkowaniu. Oczywiście są pewne kwoty, do których prezenty są nieopodatkowane : dla najbliższej rodziny to kwota 9637zł, dalsza rodzina 7276zł, a z poza rodziny 4902zł. Oczywiście kwoty te wydają się bardzo duże no, bo kogo stać na prezenty większe niż średni miesięczny zarobek obowiązujący w tym kraju, jest jednak mały haczyk. Polega on na tym, ze kwoty te sumują się przez pięć lat, czyli jeśli suma prezentów przez pięć lat dla danej osoby przekroczy tą kwotę to podatek trzeba zapłacić.

Na szczęście, na dzień dzisiejszy jeżeli ktoś jednorazowo, nie przekroczy tej kwoty to nie wydaje mi się, żeby urzędnicy byli w stanie to skontrolować, no bo jak? A nawet, jeśli tak, to wynika z tego, że ja mam prowadzić sobie księgę prezentów i tam notować komu i za jaką kwotę prezent dałem. No i właśnie tu wychodzi kolejny haczyk, otóż prezenty na urodziny, czy też imieniny, o zajączku wielkanocnym nie wspomnę też zaliczają się do tego rachunku. Tak, więc podliczając to teraz mamy o wiele większe szanse na to, że przekroczyliśmy limit.

Pamiętajmy o tym, bo dziura budżetowa rośnie i rośnie, rząd szuka oszczędności, ale bardziej niż oszczędności to szuka nowych źródeł dochodu [czyt. sposobów podniesienia podatków] tak więc, może jeszcze nie w tym roku, ale już w przyszłym czemu nie, w każdym domu będzie musiał być rejestrator prezentów, który będzie kontrolował ile i komu daliśmy prezentów, no i od razu wystawi nam rachunek na okoliczność opodatkowania tych prezentów.

Pozostając jeszcze w temacie podatków, to jeszcze o tym nie pisałem, a już to jest zatwierdzone, że w przyszłym roku wzrośnie nam podatek. Oczywiście nie bezpośredni, ale ten sprytnie ukryty w cenach gazu, prądu i benzynie. Dla bardziej dociekliwych podaję nazwy nowych podatków: opłata węglowa, opłata zapasowa, opłata dywersyfikacyjna i opłata z tytułu obowiązkowego zakupu energii otrzymywanej z metanu. Oczywiście, co do benzyny, to wzrośnie istniejąca już opłata paliwowa. Jeszcze tytułem wyjaśnienia samo podniesienie opłaty paliwowej podniesie cenę diesla o ok. 20gr na lirze, benzyny i LPG nie wiadomo o ile, rzekomo mniej, ale jak nie podają ile to mi się wierzyć nie chce, że mniej, a żeby była jasność to opłata węglowa i zapasowa też zostaną doliczone do cen paliw jak gdyby gratis.

Nie ma jednak, co narzekać, bo chcieliśmy mieć cud gospodarczy jak w Irlandii, to mieć będziemy, tyle że on trochu kosztuje, więc najpierw trzeba się zrzucić na fundusz, który potem zbuduje nam ten cud, bo chyba tak to należy rozumieć. Umknęło mi jeszcze, że prąd zdrożeje ok. 5zł za 1 MWh, ale kto by się tym przejmował. Przecież nasz naród stać na dodatkowe wydatki, w końcu wspaniały program anty kryzysowy autorstwa naszego Premiera cieszy się niemal zerowym zainteresowaniem. Co daje jasny sygnał rządzącym, że w naszym kraju dzieje się bardzo dobrze, a nawet i lepiej, dlatego podatki można, a nawet trzeba podnosić.

Na koniec, żeby potwierdzić to, co pisałem powyżej dodam jeszcze, że szacunkowo 500 000 dzieci mniej otrzymuje zasiłek rodzinny. Oczywiście jest to związane z tym, że nie zmieniono kryterium dochodowego. No właśnie, nie zmieniono, bo przecież kryzys, więc kto będzie zarabiał więcej?A tu niespodzianka okazuje się że całkiem spora liczba obywateli. No i znowu mamy oszczędności, tak więc trzymajmy się wszyscy mocno, bo kto wie może już jutro obudzimy się w nowej cudownej rzeczywistości.

niedziela, 29 listopada 2009

Unia kontratakuje

Przeglądam sobie co jakiś czas różne serwisy internetowe, żeby być na bieżąco w tym co się dzieje w naszym kraju i na świecie, no i widzę że w tym tygodniu Unia nie próżnowała. Po pierwsze Unijni urzędnicy chcą wprowadzić rozwiązania które obniżą konsumpcję alkoholu. Może to i dobry pomysł, gdyby nie fakt że pomysł opiera się na ustanowieniu ceny minimalnej na sprzedawany alkohol, która miała by obowiązywać w całej Unii. Nie wspominam już o wprowadzeniu tak zwanych restrykcji dotyczących sprzedaży alkoholu, bo nie sprecyzowano jak by owe restrykcje mogły wyglądać, a boję się na samą myśl.

Dla mnie osobiście sprawa z daleka pachnie kolejnym ukrytym podatkiem. Wystarczy przecież popatrzeć na to w jaki sposób podnoszenie cen papierosów wpływa na ograniczenie palenia wśród naszych rodaków. Dla małej części palaczy był to i owszem, od dawna wyczekiwany sygnał do rzucenia palenia, ale dla znakomitej większości jest to tylko zwiększenie wydatków na papieroska i tyle. Część jeszcze wspomaga drobnych handlarzy przygranicznych, ale ekspertem ekonomii to ja nie jestem, więc przemilczę ten temat. Podsumowując jest dla mnie oczywiste, że takie wprowadzania ceny minimalnej spowoduje tylko wzrost naszych wydatków, a nie ograniczy spożycia alkoholu. Może to co najwyżej powiększyć handel piwniczny i to wszystko.

To jednak nie koniec pomysłów Euro deputowanych w tym tygodniu. Otóż wprowadzili Oni unijne rozporządzenie, które zmusi producentów opon do odpowiedniego oznakowania swoich wyrobów. Polegać to będzie na tym, że na oponie będzie wytłoczone odpowiednie oznakowanie mówiące o tym jak opona wpływa na zużycie paliwa, jak bardzo hałasuje no i oczywiście jak mocno trzyma się podłoża. Na wzór oznakowania stosowanego do urządzeń AGD opony także zostaną sklasyfikowane według zasług do jednej z klas, od A do G, gdzie A to klasa Premium, a G to szkoda zakładać nawet do taczki. Myślę, że możemy się spodziewać ostrej walki między producentami, aby ich opony były jak najwyżej sklasyfikowane, bo o ile jeśli chodzi na przykład o lodówki, to bardzo łatwo sprawdzić czy producent prawidłowo podał ile lodówka zużywa prądu rocznie, o tyle w przypadku opon to nie wyobrażam sobie w jaki sposób można mierzyć ich wpływ na zużycie paliwa, hasał i tak dalej. Oczywiście jak każdy kierowca wiem, że opona wpływa na właściwości trakcyjne auta, ale jeśli chodzi o klasyfikowanie opon do poszczególnych kategorii widzę spore pole do nazwijmy to niedomówień.

Na koniec zostawiłem sobie najnowsze doniesienia z naszego kraju. Otóż posłowie uchwalili ustawę o refundacji leków która narzuca jedną ogólnopolską marżę od której nie będzie odstępstwa. Wiąże się to oczywiście z tym, że apteki nie będą mogły wprowadzać promocji na leki. Na szczęście na razie dotyczy to tylko leków refundowanych, ale kolejny krok jest już na wyciągnięcie ręki i jeżeli ktoś mi mówi, że obaliliśmy socjalizm jakiś czas temu, to ja proszę aby nazwał jakoś ten ustrój w którym żyjemy teraz. Demokracja to nie jest na pewno, bo większość w tym kraju nie ma żadnego głosu, co już niejednokrotnie opisywałem na tym blogu, a jestem ciekaw jak to można by nazwać.

Zauważcie państwo, że Unia chce wprowadzić i pewnie wprowadzi ceny minimalne na alkohol, Polski rząd podwyższa ceny na papierosy według uznania, a teraz będziemy mieli jedną marżę na leki, a hipermarketom nie pozwala się handlować w święta, tylko po to, żeby lokalni sprzedawcy mogli sprzedawać w święta więcej po wyższych cenach, czy to nie jest już jawne manipulowanie cenami na niby wolnym rynku? Stąd już tylko krok do powrotu w czasy gdzie państwo ustalało ceny i państwo mówiło ile czego można komu kupić.

sobota, 21 listopada 2009

Świńska grypa atakuje, lepiej uważajcie.

Tak właśnie świńska grypa uderzyła w Polskę, na razie są to pojedyncze zachorowania, ale mamy pandemię, więc masowe zachorowania czają się już za rogiem, razem z producentami szczepionek.
Czym tak naprawdę jest świńska grypa? Według specjalistów świńska grypa, to nic innego jak mutacja grypy ludzkiej, ptasiej i świńskiej. Ponieważ jednak grypa ludzka ludzi nie bawi, a o ptasiej już zapomnieliśmy, czas więc na świnie w nazwie. Ponieważ ludzie są tak niesforni i korzystają masowo z samolotów, to grypa dotarła do najdalszych zakątków naszego globu dlatego mówi się o pandemii.
Myślę sobie jednak, że przeziębienie też występuje na całym globie, dlaczego zatem nie ma pandemii przeziębienia? Do tego jeszcze pandemia układu krążenia, nadciśnienia i co tam jeszcze za choroby nas atakują.
Wiem to musi być choroba zdolna przenosić się między ludźmi, to może grzybica? Mam pomysł zamknijmy ruch lotniczy, kolejowy, morski i samochodowy, wtedy na pewno ograniczymy powstawanie nowych pandemii.
Mówiąc zupełnie poważnie, to decyzję o tym czy jakąś pandemie się ogłasza, czy też nie podejmuje się na podstawie tego, czy na danego wirusa są szczepionki czy też nie. Dla przykładu ostatnimi czasy na Ziemi mamy pandemię biegunki wywołanej przez norowirusy. Oczywiście mało kto o tym wie, bo po co informować społeczeństwo skoro nie można kupić na to szczepionki. Na nową grypę już można więc reklama jest jak najbardziej wskazana. Jeszcze w kwestii wytłumaczenia: generalnie wirus grypy jest wirusem zwierzęcym i najwięcej jego mutacji powstaje właśnie w zwierzątkach, a niektóre z nich są na tyle sprytne, że udaje im się przeskoczyć na ludzi i wtedy mamy do czynienia z szalejącą grypą.
To tłumaczy dlaczego ostatnie mutacje grypy nazywane są wprost od nazw zwierzaków. Jedyna różnica w nowych wirusach grypy w porównaniu do poprzednich wirusów, to jak dla mnie fakt, że któraś z firm farmaceutycznych ma naprawdę rewelacyjnych specjalistów od marketingu, którzy robią grypie, a co za tym idzie szczepionką przeciw grypie rewelacyjną reklamę.
Ostatnie zdanie o nowej grypie jest takie, że śmiertelność nowej grypy to ok. 3 osoby na 1000 chorych, z tego co kojarzę więcej osób ginie w wypadkach samochodowych, a czy na te wypadki jest jakaś szczepionka? Pytam, bo chętnie się zaszczepię.

Zmieńmy temat na coś weselszego. Okazuje się, że w przyszłym roku czeka nas prawdziwa rewolucja komórkowa. Będzie polegać to na tym, że zrobimy swoją komórką zdjęcie jakiegoś towaru który chcemy kupić, wyślemy mmsa na odpowiedni numer, a w odpowiedzi dostaniemy ofertę tego towaru w najniższej cenie.
Nie wiem jak Wy, ale ja już się nie mogę doczekać tego rozwiązania. Podstawowym argumentem dla mnie jest to, że po co mam przepłacać skoro mogę wysyłać mmsa i kupić coś dużo taniej. Jeżeli ktoś nie wierzy, jak różne mogą być ceny jednego towaru, polecam którąś z porównywarek internetowych aby się przekonać o różnicach. Myślę, że klienci na tym bardzo skorzystają, gorzej że sprzedawcami, ale ja jestem zdania, że to klienci powinni rządzić na rynku więc widzę same powody do zadowolenia.
Mało tego jedna z firm chce wprowadzić usługi lokalizacyjne. Miało by to wyglądać w ten sposób, że na obraz z kamery w telefonie nakładane będą informacje o znajdujących się w okolicy obiektach, takich jak restauracje, sklepy i tym podobne. Również bardzo ciekawa oferta, wyobraźmy tylko sobie: potrzebujemy dajmy na to kiosku, wyciągam telefon, rozglądam się za jego pomocą po okolicy i w chwile później już wiem gdzie leży najbliższy kiosk.
Na koniec naszła mnie taka refleksja: ciekawe kiedy telefony będą identyfikowały osoby zarażone świńską grypą? Wiadomo będzie wtedy kogo unikać, a co za tym idzie poczucie bezpieczeństwa wzrośnie.

sobota, 14 listopada 2009

O naszych finansach

Co druga polska rodzina płaci za leczenie z własnej kieszeni. Ja bym powiedział, że więcej niż co druga, a w zasadzie tylko bezrobotni nie płacą za leczenie, bo reszta pracujących im dopłaca do leczenia i nie tylko do leczenia. Obywatele którzy pracują płacą podwójnie za leczenie: po raz pierwszy odbierają im pieniądze z wypłaty, na utrzymanie urzędników, a potem gdy trzeba się leczyć to wykładamy bezpośrednio u lekarza, żeby nas przyjął.

Wiadomą sprawą jest, że nie ma obowiązku dopłacania w gotówce, ale jeżeli mamy dajmy na to jakiś uraz kolana i chcemy iść na badanie a potem leczenie, to minimum pół roku w kolejce, w tym czasie oczywiście kolano zapomina o tym, że potrzebna pomoc. Spokojnie za pół roku jak będzie trzeba iść do lekarza to się znowu odezwie. Oczywiście NFZ i rząd nie zauważa tego i bez zmrużenia oka oszukuje nas, że sami nie damy sobie rady opłacić badań i wizyt u lekarza. Jasne, że nie damy rady, przecież było by taniej niż teraz i oooo właśnie bez urzędników, a tak się nie da.

Jak by mi ktoś jeszcze chciał powiedzieć, że przecież na najdroższe badania i przewlekłe choroby nikogo z nas nie stać i dlatego jest potrzebne ubezpieczenie, to proponuję pooglądać trochę telewizji i zastanowić się w jakim celu różne fundacje zbierają pieniądze i pomagają właśnie tym przewlekle chorym, czy też tym którzy musza zażywać drogie leki. Tak brawo dobra odpowiedź NFZ na to nie stać i co jeszcze lepsze wcale tego nie ukrywają mówią wprost, że ich nie stać, a ja mówię wprost, że mnie nie stać żeby utrzymywać NFZ. Niestety podatki trzeba płacić i wcale nie jest najgorzej, bo więcej podatków to płacili jeszcze rzymscy niewolnicy w dawnych czasach, więc można jeszcze przykręcać śrubkę.

Teraz trochę weselej, to znaczy ostatnio dowiedziałem się na co Unia Europejska wydaje nasze pieniądze. I tak 30 mln zł na internetowy pamiętnik holenderskiego osiołka. Nie jest to jednak zwykły osiołek, to raczej taki wnuczek Koziołka Matołka, to znaczy podróżnik. Wędruje po Holandii i opisuje to co tam zobaczył, w związku z czym bardzo dobry pomysł, szkoda, że w Polsce nie ma takiego osiołka, ale w sumie z Holandii nie jest daleko więc może osiołek zabłądzi w nasze strony. Zapomniałem o najważniejszym: osiołek reklamuje tolerancje wśród dzieci. Ja bym raczej powiedział, że to dorośli potrzebują uczyć się tolerancji, bo dzieci raczej są tolerancyjne z natury, a pod wpływem dorosłych nabierają takich a nie innych nawyków, ale pedagogiem jestem tylko na papierku i to z chemii więc mogę się nie znać.

Lepsi są chyba tylko Szwedzi którzy wydali 3 mln zł na stworzenie centrum meblarskiego. Nie jest to jednak byle jakie centrum, albowiem podkreśla ono równość płci. Tak właśnie Szwedzi uczą o tym jak rozpoznać płeć piękną wśród mebli. O budowie luksusowego pola golfowego w Portugalii za 800 tys. zł i domku myśliwskiego dla szefa Porsche za 11 tys. zł nie mówię, bo z Portugalczykami już się umówiłem na golfa, a do domku szefa to tylko dofinansowanie było.

Oczywiście nie ma się co denerwować od razu z powodu niedomknięcia budżetu Unii, po raz kolejny. Spokojnie dzięki sprytnemu handlowi CO2 ceny prądu w 2020r. Wzrosną o prawie 50% w związku z czym budżet zarobi więcej z podatku więc będzie czym łatać dziurę budżetową Unii. Bądźmy więc szczęśliwi i żyjmy jak najdłużej, bo ktoś musi pracować, aby można było płacić na rządy coraz więcej i więcej.

sobota, 7 listopada 2009

Nasze decyzje

Czytam sobie na jednym z portali, że OFE są takie wspaniałe, bo wypłacają rodzinom zmarłych emerytów odszkodowania, w wysokości ok. 30 000 zł, a ZUS to wypłaca średnio 6 000 zł. Niestety rząd chce zmniejszyć część naszej składki przeznaczoną na OFE z 7,3% do 3%. Oczywiście zajęta część ma być na ekstra koncie w ZUSie, ale żeby nie było tak łatwo, to nie będzie ona ani dziedziczona, ani też bezpośredni z niej nie będzie wypłacana nasza emerytura, tylko jak to w ZUSie emerytura będzie wypłacana z bieżących składek.

Wiadoma sprawa ZUS nie od dziś tonie w długach, niestety teraz nie za bardzo jest z czego podratować tego pożeracza pieniędzy, więc trzeba zabrać jako tako działającym OFE i dać biednemu pokrzywdzonemu ZUSowi. Pytanie tylko kiedy całkowicie zlikwidują OFE, na rzecz powrotu do jedynego słusznego sposobu odkładania na emeryturę, czyli ZUS.

Zastanawia mnie też dlaczego nie promuje się w Polsce odkładania na emeryturkę we własnym zakresie. Coraz głośniej i częściej mówi się o tym, że ZUS długo nie wytrzyma, że emerytury będą z roku na rok mniejsze, że wiek emerytalny będzie się podnosić, ale nikt nie mówi co można zrobić, aby nie bać się jesieni swojego życia. Wcale nie jest tak, że nic się nie da zrobić, jak mówi większość. Sposobów jest co najmniej kilka i wcale nie są to skomplikowane sposoby. Czego jednak możemy oczekiwać, skoro w szkole na lekcjach matematyki uczą nas rozwiązywać skomplikowane grafy, zamiast uczyć nas jak radzić sobie ze swoimi finansami.

Mało tego Unia Europejska chce teraz wprowadzić do naszych samochodów czarne skrzynki. Tak, dokładnie takie same skrzynki jak są montowane w samolotach. No właśnie pozostaje jedynie pytanie o sens takiego rozwiązania. Otóż oficjalnie mówi się, że to podniesie bezpieczeństwo, bo kierowca wiedząc, że ma w aucie czarną skrzynkę nie będzie szalał. Ponad to łatwo będzie odtworzyć okoliczności w jakich doszło do wypadku i na tej podstawie ukarać winnego.

Niby wszystko fajnie, ale już widzę jak zamiast tych wszystkich obietnic bezpieczeństwa i nieuniknionej sprawiedliwości, zobaczymy cudowne urządzenia w radiowozach Panów Policjantów które jak za dotknięciem czarodziejskiej różczki przy kontroli drogowej będą drukować mandaty za każde zanotowane przez t skrzynkę wykroczenie, za które jeszcze nie zapłaciliśmy. Swoją drogą to najlepsze rozwiązanie na pozbycie się narzekających kierowców, bo uwzględniając nasz system punktów karnych, szybko okaże się że nikt w tym kraju nie ma już prawo jazdy.

Chociaż z drugiej strony za bardzo się tym nie martwię, bo jestem przekonany o tym, że nasi rodacy wymyślą nie jeden sposób aby obejść ten nowy system rejestracyjny i od razu sprzedadzą go na allegro. Przecież każdy wie, że tachografy łatwo włączyć, wyłączyć, edytować, pożyczyć tarczę od kolegi czy co tam jeszcze zawodowi kierowcy mają w zanadrzu, więc z czarną skrzynką też nie będzie problemu.

Miejmy się więc wszyscy na baczności, bo rzeczywistość coraz chętniej czerpie garściami z książki Pana Orwella pt: ”Rok 1984”. Kto nie wierzy niech sprawdzi, że w Wielkiej Brytanii nie wolno montować otwieranych okien powyżej czwartego piętra, po to żeby ludzie nie wyskakiwali z okien. Innych podobnych przykładów jest całe mnóstwo wystarczy się dobrze rozejrzeć. A już niebawem wielki brat zajrzy do każdego z nas, będzie dołączony w kablówce gratis!

sobota, 31 października 2009

Piraci drogowi

Do napisania tych przemyśleń zainspirował mnie jeden ciekawy program o piratach z nad Wisły nadawany w jednym z programów telewizyjnych. Chodzi w nim o to, żeby pokazywać wykroczenia kierowców popełniane na polskich drogach, a rejestrowane przez kamerki Policji.

Z założenia bardzo ciekawy program, biorąc pod uwagę to co można zobaczyć w bliźniaczym programie zza oceanu, jednak po obejrzeniu kilku odcinków zmieniłem zdanie.

Dlaczego? Głównie dlatego, że większość pokazywanych wykroczeń, to przekroczenia prędkości i to na autostradach, albo drogach poza obszarem zabudowanym, rzadkością są inne wykroczenia. Nie chce tu w żaden sposób oceniać tego programu, bo nie o to mi chodzi, nasunęło mi to jednak pewne przemyślenia.

Na początek zastanawia mnie czy naprawdę największym problemem na naszych drogach są kierowcy którzy jadą 160km/h na autostradzie, czy 120km/h poza obszarem zabudowanym? Wiem, że to niezgodne z prawem i powinno być w związku z tym karane, ale zastanawia mnie czy nie są czasem bardziej niebezpieczni Ci co jadą 50km/h po drodze osiedlowej? Albo Ci co jadą 80km/h przez centrum miasta?

Zastanówmy się przez chwile nad tym. Dla mnie osobiście najbardziej niebezpieczni są oczywiście Ci co gnają przez drogi osiedlowe. Wiadomo przecież, że na tej drodze może się znaleźć dziecko biegnące za piłką, piesek który jest na spacerze, zaspany mieszkaniec osiedla idący po bułki do sklepu i naprawdę mało kto zwraca uwagę na jadące auto, pomijając już to, ze na drodze osiedlowej pieszy ma pierwszeństwo.

Jeśli chodzi o centrum miasta, to najłatwiej tam znaleźć kogoś, kto zobaczył tramwaj w oddali i na złamanie karku biegnie przez drogę na przystanek, żeby zdążyć wsiąść, ale nie brakuje też takich co bez zastanowienia wchodzą na pasy nie oglądając się na to czy kierowca zdąży wyhamować przed pasami, a także mnóstwo skrzyżowań które jak wiadomo stwarzają bardzo dużo sytuacji niebezpiecznych.

Co do dróg poza obszarem zabudowanym, to jest bardzo różnie, wszystko tak naprawdę zależy od danej drogi, jedne są bardzo dobrze utrzymane i widoczność jest bardzo duża, inne wręcz odwrotnie, tak że trudno tu oceniać. Natomiast co do autostrad to już prosta sprawa: doskonała widoczność, odpowiednio profilowane zakręty, bezkolizyjne zjazdy i wszystko co najlepsze. Dlatego właśnie zastanawia mnie dlaczego fotoradary stawia się głównie na drogach między miastowych? Dlaczego Policjanci w radiowozach polują na kierowców głównie na autostradach? I jeszcze jedno gdzie zdarza się najwięcej wypadków? Na autostradach czy w miastach?

Może nie wiem wszystkiego, może jestem w głębokim błędzie, zatem chętnie doznam oświecenia, jednak jak na razie to uważam, że fotoradary powinno stawiać się na osiedlach, przy przejściach dla pieszych, oraz w okolicach szkół. Pozwoli to na zwolnienie kierowców właśnie w tych kluczowych i zarazem niebezpiecznych miejscach. Natomiast jeśli chodzi o nieoznakowane radiowozy uważam, że powinny raczej skupić się na łapaniu tych kierowców, co uwielbiają wyprzedzać na trzeciego, czy na pasach, czy też przed samym szczytem wzniesienia, a także innych nierozsądnych przejeżdżających na czerwonym świetle czy gnających przez miasto z zawrotną prędkością.

Tak przy okazji, wracając do tego wspomnianego na początku programu, ostatnio pojawił się nowy hit, pokazują jak Policja łapie kierowców na tak zwaną suszarkę. To dopiero jest akcja.

sobota, 24 października 2009

Ile zarabiają Polacy

Według GUSu Polacy zarabiają średnio 3081zł. Nie wnikając w szczegóły załóżmy, że jest to pensja netto (czyli tyle ile dostaniemy „do ręki”). Na pierwszy rzut oka mogło by się wydawać, że jest to całkiem przyzwoity wynik, jednak nic bardziej mylnego.

Rozważmy przykładową sytuację 25 latka mieszkającego w średniej wielkości mieście. Dla uproszczenia załóżmy, że żyje sam we własnym mieszkaniu, oczywiście na kredyt. Jego wydatki prezentują się mniej więcej tak: rata za mieszkanie ok.800zł, czynsz ok.400zł, prąd ok. 100zł, gaz ok. 80zł, Internet ok. 80zł, telefon ok. 50zł, kablówka ok.50zł, czyli wydatków stałych mamy ok. 1560zł. Na życie pozostaje ok. 1521zł, czyli bardzo dużo można spokojnie przeżyć, bez żadnych obaw. Odliczyć trzeba by tylko jeszcze ok. 80zł na bilet miesięczny, żeby jakoś do pracy dojechać i jest bardzo dobrze.

Powiem więcej nasz przykładowy młodzieniec może nawet kupić sobie autko na raty, powiedzmy rata niech wyniesie ok. 400zł plus do tego koszty stałe utrzymania samochodu ok. 500zł miesięcznie. Razem daje nam to ok. 2460zł, czyli na jedzenie i inne rzeczy codziennego użytku zostaje ok. 600zł, to już raczej nie za wiele, ale przeżyć można, a autko ważna rzecz, szczególnie w małych miejscowościach.

Jednak to samo źródło podaje, że oprócz GUSu także portal Money.pl dokonał podobnej analizy, tylko na nieco innych zasadach (inne wyliczenie średniej) według których podają, że średni zarobek w Polsce to 2500zł. W tej sytuacji nasz młodzieniec na auto raczej sobie nie może pozwolić, ale ma mieszkanie więc jest dobrze.

To wszystko oczywiście jest daleko idącym przybliżeniem, bo prawdę zna każdy z nas na co dzień. Pomijając już fakt, że średni zarobek zapewne podawany jest brutto, więc w rzeczywistości jest sporo niższy, dla 3081zł to będzie ok. 2400zł, to trzeba jeszcze pamiętać, że w mniejszych miejscowościach zarabia się mniej. Poza tym, rejon polski w którym mieszka nasz młodzieniec też ma olbrzymie znaczenie.

Podsumowując: po pierwsze według mnie nie ma za bardzo sensu podawanie tego typu statystyk, dlatego że nie dają one praktycznie żadnego nawet szacunkowego poglądu na rzeczywistość. Wiadomo przecież ze statystyki, że jeżeli wyciągniemy średnią ze skrajnie różnych wyników (w tym przypadku zarobki najbogatszych i najbiedniejszych) to otrzymamy wynik gdzieś po środku który o niczym nam nie mówi.

Wiem, że do średniej wlicza się też pensje tzw. klasy średniej, ale czy one na pewno mają taki duży wpływ na tą średnią jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że na przykład informatycy mogą zarabiać w zależności od miejsca w którym żyją od 2000zł do 5000zł? Statystycznie według tych danych informatycy zarabiają 3500zł, ale o czym to mówi? No właśnie nie bardzo wiadomo, bo obaj informatycy powiedzą, że te dane mają się nijak do ich zarobków.

Na zakończenie powiem tylko, że najbardziej zastanawia mnie taki fakt, że jeśli chodzi o koszty życia, to mamy już mniej więcej takie jak na tak zwanym zachodzie, dlaczego zatem nasze wypłaty takie nie są??? Może dlatego, że leżąc w środku europy bierzemy to co najlepsze z zachodu i ze wschodu.

PS. Nie zdziwi zatem nikogo, że dla przykładu rynny do przenośników zgrzebłowych (używane w górnictwie) produkuje się w następujący sposób: wytapia się rynny w Polskich hutach, po czym jadą one do Niemiec. Potem sąsiedzi przysyłają te rynny do Polski w celu ich zespawania i oczywiście rynny wracają na zachód. Ostatecznie za granicą dostają pieczątkę made in germany i wracając do Polskich kopalń. Wnioski wyciągnijcie sami.

piątek, 16 października 2009

Gorący tydzien w Polsce

Niestety globalne ocieplenie znowu daje o sobie znać paraliżując Polskę opadami śniegu na początku października! Tak, tak dobrze przeczytaliście to oczywisty atak globalnego ocieplenia, bo kto nie czytał poprzednich wpisów temu zdradzę tajemnicę którą znają tylko włodarze tego świata: „Globalne oziębienie jest wynikiem globalnego ocieplenia”. Nie inaczej i lepiej zapamiętaj te słowa dobrze, bo wkrótce będą powtarzane jak to, że zima znowu zaskoczyła drogowców.

Jednak opady śniegu, to nic w zestawieniu z szokującymi wydarzeniami tego tygodnia. O porażce polskiej reprezentacji piłki nożnej nawet nie będę pisał, bo wiadomo: gdyby nie pogoda to by wygrali. Atak śnieżycy zamroził naszym piłkarzom to i owo, więc nikogo nie dziwi, że pomylili bramki. Zdarza się! Do tego na trybunach zabrakło kibiców, więc myśleli zapewne, że to tylko trening, więc nie ważne do której bramki się strzela. Jedynie pocieszenie jest takie, że teraz będą robić co potrafią najlepiej … czyli handlować meczami, przynajmniej według niektórych wtajemniczonych.

Najgorsze jednak, że prawdziwa tragedia dopiero nadciąga. Nazywać się będzie prawdopodobnie „afera kolejowa”. Chodzi o to, że niedawno przeze mnie chwalonym Przewozom Regionalnym, grozi wypowiedzenie ugody restrukturyzacyjnej z 2004r. co ma rzekomo spowodować zadłużenie ich na 1,7 mld PLN. Sugeruje żeby udali się po poradę do rządu naszego pięknego kraju, bo tam o wiele większe zadłużenie nikogo nawet nie wzrusza. Z drugiej jednak strony jeśli przypomnimy sobie jak jeszcze nie tak dawno Intercity atakowało ustami polityków Przewozy Regionalne, to do rządu może lepiej o pomoc się nie zwracać. Tak czy inaczej afera będzie na pewno głośna, bez problemów powinna wyprzeć aferę hazardową z TV.

Jeśli ciągle Ci mało to dodam jeszcze, że losowania LOTTO tez prawdopodobnie znikną z TV. Okazuje się bowiem, że żadna z ogólnokrajowych stacji nie chce już puszczać tych cowieczornych spektaklów na swojej antenie. Ciekaw jestem, co wtedy będą puszczać na szklanym ekranie? Na szczęście Totalizator Sportowy nie kończy działalności, a to ważne, bo w przyszłym roku, prócz standardowych podwyżek dojdzie podwyżka obejmująca kurs na prawo jazdy i to o całe 22% VAT, więc wygrana w kolekturze na pewno się przyda.

Osobiście rozumiem, że jest „kryzys”, dziura budżetowa gigantyczna i takie tam różne. Do tego wydatki władzy stale rosną i ciężko jest przeżyć w tym pięknym kraju, ale obciążanie obywateli coraz to nowymi podatkami na pewno nie pomoże. Wiadomo przecież nie od dziś, że aby pomóc gospodarce w ciężkich czasach trzeba obniżać podatki, a nie podwyższać, czy dokładać nowe. To rozwiązanie zostało już wielokrotnie przetestowane i o dziwo zawsze gdy podatek obniżano, rosły wpływy do budżetu. Wiem, że w pierwszej chwili to może jest nie do końca logiczne, jednak prawdziwe. Niestety w naszym kraju politycy tego nie rozumieją, a szkoda.

Na koniec dobra informacja: nasz miłościwie nam panujący Pan Prezydent zaskarżył do trybunału bardzo kontrowersyjne przepisy o ruchu drogowym. Chodzi o to, że nowe przepisy pozwalały na egzekwowanie kar za przekroczenie prędkości w trybie administracyjnym, czyli bez odwołań i z rygorem natychmiastowej egzekucji. Ponadto samochód którym przekroczono prędkość mógł być sprzedany przez organ państwowy, nawet jeśli nie należał do kierowcy. Jest to według mnie złamanie jakiegokolwiek poszanowania godności człowieka i jego prawa do własności. Na całe szczęście trybunał konstytucyjny uznał te przepisy za niezgodne z prawem. Strach jednak pomyśleć jakie przepisy wymyślą miłościwie nam panujący w przyszłości.

sobota, 10 października 2009

Globalne oszustwo

Niedawno przeczytałem na jednym z portali jak to różni spryciarze wykorzystują globalne ocieplenie. Chodzi o to, że Komisja Europejska jest zaniepokojona, faktem iż wiele firm wykorzystuje środki z tytułu emisji gazów cieplarnianych do rozliczeń transgranicznych. Eksporterzy z kolei sprytnie wykorzystują zasadę związaną z refundacją podatku VAT, przy czym importerzy którzy ten podatek powinni wpłacić ponownie do skarbu państwa rozpływają się w nicość i pieniądze nie wracają. Mówi się, że oszukańcza karuzela pochłania miliardy euro rocznie. Strach pomyśleć co się będzie działo jak uda się władzom europejskim wprowadzić handel emisją CO2.

Ja dla odmiany, podobnie jak Ci co nie dają się ogólnoświatowej propagandzie, uważam że globalne ocieplenie to jedno wielkie oszustwo. Dlaczego? Chociażby dlatego że temperaturę potrafimy mierzyć od ponad 100 lat dopiero, a ziemia liczy sobie wiek w miliardach lat, więc nasze pomiary są warte mniej niż błąd statystyczny. Mało tego szacowany procent gazów cieplarnianych które emitujemy stanowi w atmosferze również mniej więcej tyle co błąd statystyczny. Każdy kto chociaż trochę miał do czynienia ze statystyką zdaje sobie sprawę z tego, że takie pomiary są nic nie warte. Zostawmy jednak matematykę z boku i zastanówmy się przez chwile: skoro w historii ziemi naukowcy jasno mówią że były okresy zlodowaceń i ociepleń, na co są konkretne dowody, to czy nie jest bardzo prawdopodobne, że normalne są zmiany średniej temperatury ziemi?

Idźmy jednak dalej, bo okazuje się, co z resztą już od dawna niektórzy podejrzewali, że wcale nie mamy teraz globalnego wzrostu temperatury, a wręcz przeciwnie notuje się ostatnio spadek temperatury ziemi. Jednak nie mamy się co przejmować, bo włodarze już oszacowali że: „Globalne oziębienie jest wynikiem globalnego ocieplenia”. W sumie to racja, jednak im chodzi o to, że ekologia musi się rozwijać nadal, tyle tylko że teraz będzie walczyć z globalnym oziębieniem. Dlaczego nie odpuszczą tej śmiesznej walki? Odpowiedź jest oczywiście taka jak myślisz: chodzi o pieniądze, potężne pieniądze jakie rządy zarabiają na podatkach ekologicznych.

Dla rozwiania wątpliwości, ja nie jestem przeciwny ekologii. Tylko dla mnie ekologia, to recycling, to nie wyrzucanie śmieci do lasu, to dbanie o przyrodę i cieszenie się nią, a nie handel emisją gazu, zamykanie elektrowni, bo te niby są nie ekologiczne i co najgorsze narzucanie coraz to nowych podatków ekologicznych. Przecież w tej całej wielkiej ekologii chodzi o pieniądze które można zbić na wprowadzaniu różnych durnych zakazów i nakazów. W ramach przykładu: czy pamiętasz dzisiaj o dziurze ozonowej? Właśnie dopiero jak przeczytałeś ten magiczny zwrot, to może coś ci się przypomniało. Jednak kilka lat temu dziura ozonowa była na topie. Była niezniszczalna, stale się powiększała, powodowała raka skóry itd. itp. Ostatecznie wymienili ile się dało lodówek, bo to niby z ich szczelnie zamkniętych układów chłodzenia pochodził niszczyciel dziury ozonowej, oraz podmieniono gaz nośny w dezodorantach i dziura ozonowa zniknęła, a niektórzy sporo zarobili. Tylko czy aby na pewno dziury ozonowej już nie ma? W mediach na pewno, teraz przecież walczą ze starymi autami, co to niby zakałą są i przyczyną wszelkiego zadymienia na ziemi.

Jedyne czego się obawiam teraz to fakt iż rządy skutecznie zamierzają się na elektro-ciepłownie, a te jak łatwo się domyślić w nowej erze globalnego oziębienia będą dla nas bardzo potrzebne. Tak na zakończenie: to jedna erupcja wulkanu emituje tyle gazów cieplarnianych, co cała ludzkość, przez cały rok! Zastanawiam się zatem, czemu nie zamykają wulkanów, przecież to same zło.

sobota, 3 października 2009

Handel w niedziele i święta

Jak bumerang powraca po raz kolejny sprawa handlu w niedziele i święta. Oczywiście chodzi o to żeby ten handel ograniczyć, bo to ludzie nie mogą wypocząć, a to rodziny powinny być razem, a to jeden ze związków zawodowych chce pokazać jaki to jest wspaniały i jak walczy o prawa ludzi pracujących. Ponieważ jednak owy związek obawia się że całkowity zakaz handlu nie przejdzie proponuje zakazać handlu po godzinie 12:00.
Ja wszystko rozumiem, że rodzina jest najważniejsza, że pracownik ma prawo wypocząć i że rodzinne zakupy w niedziele są takie nie społeczne, ale co w takim razie mają powiedzieć pracownicy stacji benzynowy, bo oni będą pracować, co mają powiedzieć strażacy, pracownicy pogotowia ratunkowego, policjanci, pracownicy zatrudnieni w tzw. ruchu ciągłym i wielu innych obywateli pracujących w niedziele i święta? Przecież nie trudno sobie wyobrazić rodzinę gdzie mąż pracuje np. w pogotowiu a żona w dużym sklepie. Wtedy łatwo o sytuację kiedy mąż idzie do pracy w niedziele, więc żona chętnie też pójdzie w niedziele i za to oboje mają wolne np. w poniedziałek i razem spędzają cały dzień. Czy naprawdę ta niedziela musi być wolna od handlu? Dla przykładu przychodzi mi od razu na myśl taka sytuacja: cała rodzina ma wolną niedziele więc idą do parku na spacer. Ciepło jest, bo powiedzmy środek lata, więc pić się chce, dzieci chętnie by lody zjadły itd. itp. Niestety mają pecha bo jest po 12:00 więc jeśli nie wzięli tego ze sobą, to przyjemny spacerek rodzinny zamienia się w pogoń na najbliższą stację benzynową, lub do domu. Tak na marginesie, to nie wiem czy pamiętacie jak kiedyś wprowadzono zakaz handlu w niedziele? Właściciele stacji benzynowych byli w niebo wzięci, bo w niedziele przeżywali istne oblężenie.
Zastanówmy się zatem przez chwilkę nad tym komu zależy żeby ograniczyć handel w niedziele? Na pewno nie obywatelom, bo pamiętamy jakie niezadowolenie wywołała ostatnia blokada handlu w niedziele. Może właścicielom małych sklepików osiedlowych? Tym razem chyba nie, bo ich zakaz też by objął. No to właścicielom stacji benzynowych? Czy ja tam wiem, w prawdzie obroty w niedziele pewnie wzrosną, ale czy tak naprawdę na tym tak dobrze wyjdą? No i czy są jakieś inne podstawy żeby ich podejrzewać? Trudno jednoznacznie określić. Mnie jednak zastanawia inny aspekt tej sprawy. Mianowicie jeżeli żyjemy w demokracji, a tak nam wmawiają, to władza pochodzi od ludzi. Mianujemy swoich wybrańców na fotele poselskie i senatorskie, a oni reprezentują nas i robią wszystko żebyśmy byli zadowoleni. Tak to przynajmniej powinno wyglądać w praktyce. Natomiast fakt iż partie które obecnie są w sejmie popierają zakaz handlu w niedziele wyraźnie pokazuje, że albo nie żyjemy już w demokracji, albo z naszymi władzami jest coś nie tak. Przecież ludzie już raz wyraźnie dali znać że lubią robić w niedziele zakupy i robią to ciągle i stale. Więc ja w ogóle nie rozumiem dlaczego ta idea ciągle powraca. To jest jak referendum w Irlandii w sprawie przyjęcia traktatu europejskiego jakkolwiek się on zwie. Ludzie raz już powiedzieli nie, ale co tam może tym razem się uda, więc powtarzamy referendum. Ciekaw jestem swoją drogą, czy jak teraz powiedzą tak, to czy za pół roku znowu będą mieli referendum, bo może powiedzą nie dla odmiany.
Wracając jednak do sprawy handlu w niedziele. Wystarczy tylko aby szanownie nam panujący Premier powiedział w wiadomościach, albo jakimś ogłoszeniu czy referendum: ludzie nie chcecie handlu w niedziele, chcecie wypoczywać z rodziną? Jeśli tak nie róbcie zakupów w niedziele, właścicielom nie będzie się opłacało otwierać sklepów, w związku z czym nie będziecie musieli chodzić do pracy w niedziele. Nie trzeba wielkich ustaw głosowań układów czy czego tam jeszcze potrzeba do zatwierdzenia uchwały. Wystarczy zwykła odezwa do ludzi, a ci sami by zdecydowali czy tak chcą czy nie. Potem można by tak robić z kolejnymi niedzielnymi pracownikami, aż w końcu nikt by już nie musiał pracować w niedziele i wszyscy byli by szczęśliwi.

sobota, 26 września 2009

Co słychać na torach

Jakiś czas temu w telewizji co rusz pojawiały się wiadomości o naszej pięknej polskiej kolei: a to że będziemy mieli superszybkie pociągi, a to z drugiej strony że dopłaty za małe itp. itd. Z tego wszystkiego zaciekawiła mnie awantura między spółką PKP przewozy regionalne, a spółka PKP Intercity. Nie zamierzam tutaj rozstrzygać kto jak i dlaczego, natomiast miałem przyjemność ostatnio skorzystać z usług kolejarzy i jednej i drugiej spółki i o tym chciałbym właśnie opowiedzieć.

Jako, że w moim mieście po kolei została tylko zniszczona stacja PKP i zarośnięte torowiska na których już nawet nie ma szyn, bo te swego czasu dobrze się sprzedawały w skupach złomu, swoją podróż PKP musiałem rozpocząć od Katowic, a jechałem do Wrocławia. Do wyboru miałem pociąg osobowy, 3 przesiadki i 1,5h dłużej w pociągach, za to 15zł taniej, czy pociąg pośpieszny jakąś godzinę później odjeżdżał i był tylko 10 min później we Wrocławiu no i bez przesiadek, za to droższy. W ramach wyjaśnienia dodam tylko jeśli ktoś się nie orientuje, że tzw. osobówki obsługuje PKP Przewozy regionalne, a pośpieszne PKP Intercity. Ponieważ nie miałem ochoty czekać godzinę na pociąg wybrałem podróż z atrakcjami, czyli przesiadkami.

Pierwszy pociąg z Katowic do Gliwic, żadne tam rewelacje, ale miejsc siedzących pod dostatkiem, wszystko ładnie zadbane wyczyszczone i ogólnie nie można narzekać, bo chociaż skład najnowszy nie był, to wyglądał całkiem schludnie, nawet co mnie zszokowało w pozytywnym sensie, to fakt, że w toalecie czysto, nie śmierdziało, mało tego mydełko w dozowniku, bieżąca woda i jeszcze ręczniczki do wytarcia rąk, myślę sobie no ktoś miał racje mówiąc, że ta spółka zaczęła ostro walczyć o rynek. W Gliwicach przesiadka bez problemu pociąg przyjechał na czas, kolejny odjeżdżał za 5 minut, zdążyłem nawet bułkę kupić, no i wsiadam do pociągu do Kędzierzyna. Skład dużo młodszy nowiutkie wygodne pojedyncze siedzenia, też bez problemów ze znalezieniem miejsca siedzącego i jak poprzednio wszystko czyste, zadbane, w toalecie też czystko i woda i mydełka i papiery. Potem jeszcze przesiadka w Opolu, też wszystko zgrane jak trzeba, tyle że skład już mocno sfatygowany widać że swoje już wyjeździł, jednak jak poprzednio wszystko w nienagannym porządku. Podróż zakończyłem we Wrocławiu i tak sobie pomyślałem że odkąd ostatni raz korzystałem z pociągów wiele się zmieniło i wszystko idzie w dobrym kierunku i generalnie byłem zadowolony.

W drogę powrotną postanowiłem wybrać się pociągiem konkurencyjnej spółki, w sumie dlatego że innego pociągu o tej porze nie było, ale pomyślałem też że będę miał porównanie. No i przyznać muszę że było co porównywać. Po pierwsze o miejscu do siedzenia można było tylko pomarzyć, na szczęśnie wsiąść się udało. Po jakimś czasie i po ostrej przepychance znalazłem wolne rozkładane krzesełko w korytarzu, pomyślałem że dobre i to. Niby to tylko trzy godziny z Wrocławia do Katowic, ale stać trzy godziny, a siedzieć chociaż na takim rozkładanym siedzisku to jest różnica, chociaż pod koniec to już nie wiedziałem czy stać, czy siadać bo i nogi i za przeproszeniem tyłek dawał się we znaki. Ponadto wagon dla niepalących oznacza nie mniej nie więcej, że palić nie wolno w przedziałach, natomiast na korytarzu i owszem nawet trzeba, tak że po godzinie jazdy w takim korytarzu jak ktoś jest niepalący jak ja to ma już mroczki przed oczami i ogólnie nie najlepiej się czuje, ale co tam dobrze że jest na czym usiąść. Chcąc nie chcąc trzeba było skorzystać z WC, więc krótka przepychanka i jestem w … o rany śmierdzi tu całkiem mocno, wszędzie walają się zamoczone kawałki papieru, o wodzie można pomarzyć a o reszcie krajobrazu lepiej nawet nie pisać. Tak, że ostatecznie chyba to 15zł więcej to za te wszystkie atrakcje trzeba dopłacić. Jedno tylko się zmieniło: mianowicie teraz, bynajmniej w tym pociągu była ochrona i trzeba przyznać że wszelkie próby szturmowania pociągu przez „sprzedawców ciemnego mocnego” były skutecznie odpierane.

Stało się dla mnie jasne dlaczego niektórzy politycy podnoszą takie larmo z powodu tej nieuczciwej konkurencji ze strony przewozów regionalnych, przecież tak nie można żeby w pociągu było miejsce, porządek, czysto i do tego woda w toalecie, a to wszystko o wiele taniej, mimo że czas podróży niewiele dłuższy.
Niemniej w całym tym przepięknym wizerunku przewozów regionalnych, nie spodobało mi się jedno a mianowicie przejażdżka z Katowic do Rybnika. Otóż 46km pociąg pokonał w zawrotnym tempie 1h20min, do tego pociąg zdawał się rozsypywać. Chociaż wymieniono obicia siedzeń, to o toaletach już zapomniano. Z drugiej jednak strony kto jeździ ta trasą, chyba tylko pracownicy do fabryk i kopalni, które po drodze mijałem, więc po co im dobrze utrzymany skład?

Podsumowując: widać że wolny rynek powolutku wkracza do kolejowego świata przewozu pasażerów, co można zauważyć tu i ówdzie, również w komunikatach podawanych na stacjach, bo teraz uprzejma Pani lub Pan mówią jakiego przewoźnika jest jaki pociąg, niemniej do pełnego kapitalizmu i swobodnego wyboru przewoźnika jeszcze trochę brakuje, jestem jednak dobrej myśli bo wygląda na to że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

sobota, 19 września 2009

Dziura budżetowa

Ostatnio w Internecie, chyba z braku nowych informacji, postanowiono odświeżyć wiadomość o gigantycznej przyszłorocznej dziurze budżetowej. Ponieważ jednak mam wrażenie, że pierwsze podanie tej informacji nie zrobiło na ludziach wrażenia, wszak odkąd pamiętam mamy dziury budżetowe rok w rok, raz większe, raz mniejsze, jednakże są, więc przeszliśmy nad tym do porządku dziennego, co więcej nawet giełda nie zareagowała na tą informację. W związku z czym ktoś wpadł na pomysł, żeby do tej informacji dodać kolejną, a mianowicie taką, iż rząd sięgnie do naszych kieszeni, żeby załatać tą dziurę. Zastanówmy się jednak przez chwilę: czy to jest jakaś nowość? Oczywiście nie! Dlaczego? Dlatego, że nasi cudownie panujący włodarze, co raz to dokładają, lub podwyższają kolejne podatki: a to za papierosy, a to za alkohol, a to na benzynie, prądzie, żarówkach itd., itp. Najgorsze jednak w tym wszystkim jest to, że obecnie miłościwie nam panujący ogłosili, że tak wysoki deficyt wynika z wysokich kosztów stałych, po czym czytam że zamierzają pożyczyć 300 mln zł Wietnamczykom, którzy mieli by potem oddać te pieniądze, ale poprzez zakupy w stoczniach. No to już jest jakaś przesada, jak można będąc tak zadłużonym pożyczać pieniądze innym, a mało tego pieniądze te potem zostaną utopione w stocznie. No ja rozumiem, że jest wiele pracowników stoczni, którzy boją się utraty pracy, jednakże stocznie są nierentowne już od dłuższego czasu i nie widać szans na żadną poprawę, czy więc nie lepiej było by pieniądze utopione w stocznie zainwestować w jakaś inną fabrykę, gdzie stoczniowcy znaleźli by pracę, a przede wszystkim która przynosiła by zyski, a nie ciągłe straty. Wygląda na to, że nie. Jest jeszcze jedna dziwna sprawa w tym wszystkim, otóż rząd nasz chętnie by się pozbył akcji KGHMu, które przynoszą zyski z dywidendy, natomiast stoczni, które przynoszą straty ani myśli się pozbyć. Wracając jeszcze na moment do wydatków stałych, to od razu przychodzą mi do głowy dwa największe pożeracze środków publicznych: ZUS i NFZ. Oczywiście lista jest o wiele dłuższa, ale przynajmniej z tymi dwoma instytucjami łatwo się rozprawić. Jeśli chodzi o ZUS to nikt nie pamięta jakie były założenia przy tworzeniu tej instytucji, bo powstała ona w niesłusznym ustroju, niemniej założenia były bardzo słuszne. Założono mianowicie, że pieniądze pobierane od pracowników będą inwestowane w nowe fabryki, po to żeby potem gdy Ci pracownicy przejdą na emeryturę sprzedać te fabryki i mieć z czego płacić im emerytury. Niestety w między czasie zmienił się ustrój, a demokratycznie wybrane władze doprowadziły do ruiny większość tych fabryk, resztę sprzedały za grosze i tak zabrakło na emerytury. Jednak najgorsze jest to, że wprowadziły taki dziwny system, że obecnie pracujący płacą na emerytury obecnych emerytów, dzięki czemu mamy to co mamy, a wystarczy ogłosić że od dziś każdy nowo zatrudniony pracownik sam ma zadbać o swoją emeryturę, natomiast tych którzy pracują nie od dziś i emerytów trzeba już dofinansować. Jeśli chodzi o NFZ to sprawa jest jeszcze prostsza, otóż tu wystarczy pozwolić działać prywatnym ubezpieczycielą, jednocześnie zmniejszając obywatelom składkę na opiekę zdrowotną i tyle, reszta załatwi się sama: dobrze wyposażone i przyjazne pacjentom przychodnie przetrwają, a nawet się rozwiną, reszta na całe szczęście upadnie. Dlaczego napisałem, żeby zmniejszyć składkę, a nie całkowicie zlikwidować? Dlatego, że nie możemy zapominać o pogotowiu i pierwszej pomocy, którą trzeba też zapewnić tym których z różnych powodów nie stać na opłacenie ubezpieczenia, w związku z czym dobrze by było tym osobą jakoś pomóc.

niedziela, 13 września 2009

Import z zagranicy

W telewizji rozpoczęła się kampania na rzecz promocji naszych rodzimych produktów i w sumie myślę, że to dobrze bo dlaczego produkty które na tzw. zachodzie podbijają rynki u nas ledwo co się sprzedają, natomiast to co na tzw. zachodzie w ogóle się nie sprzedaje u nas robi furorę, tylko dlatego że właśnie jest zagraniczne, więc lepsze. Niemniej zastanawiam się jak to się ma do idei Unii Europejskiej, która ma na celu zacieranie granic i swobodny transfer towarów i usług w ramach całej wspólnoty, a tu proszę Polacy promują swoje i namawiają do kupowania swojego. Zresztą nie jesteśmy tu sami, inne kraje robią to samo, bo w całym tym nadmuchiwanym kryzysie ktoś się połapał, że żeby w kraju był dobrobyt, trzeba przede wszystkim dużo produkować i sprzedawać w ramach własnego rynku a nadmiar eksportować, przy czym ilość importu minimalizować. Wystarczy spojrzeć na podłoże kłopotów Islandii, czy też tzw. tygrysów europy wschodniej, które nadmiernym importem i to na kredyt, wykończyły swoje budżety. Wracając jednak do sedna sprawy wydaje mi się że takie postępowanie spowoduje wzmocnienie trendów nacjonalistycznych i spowoduje zatrzymanie integracji w ramach Unii, która i tak już jest nachalnie wręcz popychana przez polityków. Pozostaje jeszcze jedna kwestia, która od zawsze mnie interesowała, otóż: jak to jest że np. niemieckie proszki znanych firm są bez porównania lepsze, niż polskie proszki tych samych firm, no i do tego tańsze, na tyle, że komuś się opłaca kupować je tam w marketach i przywozić tutaj i całkiem dobrze na tym zarabiać. A przecież proszki to nie koniec listy, do tego dochodzą: płyny do płukania, płyny do mycia naczyń, pasty do zębów, perfumy, przyprawy, czekolady, itd. itp. Niedługo pewnie i paliwo będzie się opłacało przywozić. No więc zastanawiam się jak to jest i dlaczego tak jest, bo to chyba do końca normalne nie jest. No chyba, że nas polaków po prostu stać na to żeby dać sobie wciskać tandetę po wygórowanej cenie. No, a jak sąsiada stać to nas też, a jak nie tylko na to żeby mu dorównać, ale i na to żeby go przegonić, najlepiej we wszystkim :D

poniedziałek, 24 sierpnia 2009

Dwa słowa o polityce

Po raz kolejny czytam dzisiaj na jednym z portali, że nasz cudowny premier znowu się nie popisał i, że jest oszustem i w ogóle i w szczególe, ktoś kiedyś powiedział że żeby być politykiem trzeba dobrze kłamać i jeszcze lepiej mataczyć, jak popatrzymy na naszych polityków to chyba racja. Jednak nie to mnie zastanawia, otóż zastanawia mnie to jak długo można się utrzymać na fali wyłącznie karmiąc ludzi nienawidzących drugiej partii na P wizją ich powrotu do władzy? No, bo jak inaczej wytłumaczyć to co mówią sondaże? Zawsze można się zastanowić czy te sondaże mają w ogóle jakiś sens? Wydaje się, że znikomy ponieważ polskie sondażownie wydają się być mistrzami w robieniu sondaży na zamówienie, co niejednokrotnie udowodniły, jednak Polacy kochają sondaże i bez nich żyć nie mogą, bo to zawsze można komuś o odmiennych poglądach politycznych dowalić. Wracając jednak do jedynie słusznej partii aktualnie nam panującej tak sobie myślę, skoro robią wszystko na odwrót niż to zapowiadali przed wyborami, skoro z nikim nie rozmawiają, sami się żądzą i do tego zwinnie wymigują się od trudnych dyskusji, to dlaczego mają aż takie poparcie w sondażach sięgające niejednokrotnie 50%? Przyglądając się poprzednim ekipą rządzącym to w zasadzie mniej więcej w takich okolicznościach traciły poparcie w zastraszającym tempie, jednak teraz jest inaczej. Wydaje mi się, że to właśnie karmienie ludzi wizją życia pod rządami braci K. daje tyle poparcia miłościwie nam panującym, zatem myślę sobie że czas założyć partie której jedynym zadaniem będzie sianie bezprawia i niesprawiedliwości – sukces wyborczy murowany.

niedziela, 16 sierpnia 2009

Ceny benzyny

Na początku coś co mnie od jakiegoś czasu nie interesowało, ale dzisiaj wzbudziło we mnie zainteresowanie. Otóż pożyczyłem auto od brata, bo swojego od jakiegoś czasu szczęśliwie nie posiadam, no i zajeżdżam na stację jednego z tych dużych koncernów co to rozprowadzają benzynę po naszym ślicznym kraju no i patrzę i nie wierzę, nie wierzę i patrzę a tu za litr zwykłej 95Pb 4,47zł. Myślę sobie o co chodzi? Wracam do domu i sprawdzam w Internecie: kurs dolara 2,88zł, sprawdzam po ile baryłka ropy na giełdzie: 71,52 dolara. No i tak myślę baryłka ropy to w przybliżeniu 156 litrów, czyli mamy 156 litrów za 206 zł. Czyli ostatecznie dochodząc do sedna 1,32zł za litr :) Teraz to rozumiem dlaczego na forach motoryzacyjnych i nie tylko zresztą, aż huczy, no bo wiadomo rafinerie musza to przerobić i zarobić jasna sprawa nawet niech mają 100% przebicia to daje 2,64zł za litr no i jeszcze cała ta dystrybucja taka droga, bo przecież cysterny też są na ropę. Tak wiem, że spora część transportu odbywa się koleją, ale ta też nie jest tania, więc to wszystko kosztuje do tego jeszcze państwo musi zarobić, bo dziura w budżecie jak ta dziura ozonowa, tylko że ta dziura w niebie, to już nie jest na topie, a ta w budżecie jak najbardziej. No ale czy to już nie jest przesada, żeby tak nas skubać? Przyznać jednak należy, że Polacy przyzwyczaili się do tego że jak się chce jeździć autem to trzeba płacić i to słono, chyba że jak to mówią przeciwnicy LPG kogoś nie stać, to się buja na gazie, a wystarczyło by się tylko zmobilizować i jak społeczeństwo USA zbuntować się przeciwko wysokim ceną paliwa, tam pomogło. My natomiast tak zauroczeni stanami wzdychamy jak tam jest fajnie i cudownie, chociaż mało kto z nas tam był, ale wszyscy przecież oglądamy filmy made in Hollywood, a tam mówią że w stanach jest super, więc patrzymy i wzdychamy, ale nic nie robimy żeby u nas też się dobrze żyło.

Wstęp

Witam wszystkich!

Czy zauważyliście, że w codziennym życiu otacza nas tysiące absurdów? Tak na pewno zauważyliście, a myśleliście kiedyś ile jest absurdów których jeszcze nie zauważyliście? Tak kolejne tysiące! W związku z czym nie dziwi mnie lawinowo rosnąca ilość tzw. "sieciowych narzekaczy" skoro tyle absurdów jest do opisania, to dlaczego ich nie opisywać? No właśnie, trzeba o nich pisać, pisać jak najwięcej i smiać się do rozpuku, chociaż niektóre absurdy są wręcz tragiczne. Ja natomiast nie zamierzam podchodzić do tematu rozsądnie, po prostu zamierzam się dobrze bawić pisząc o rzeczach, od których aż się we mnie gotuje. Zatem zapraszam wszystkich do lektury i bawcie się dobrze.
Aaa komentarze mile widziane!

Pozdrawiam Krzysiek!