UWAGA

UWAGA ZMIENIAMY ADRES


Mój blog dostępny jest już pod nowym adresem


Serdecznie zapraszam na:


KRZYSZTOFNYREK.PL

Założe się, że tego nie spróbujesz

sobota, 27 marca 2010

Przeprowadzka

Uwaga wszyscy sympatycy i czytelnicy, decyzją zarządu reprezentowanego przeze mnie czyli Krzyśka przenosimy się na nową domenę: KrzysztofNyrek.pl
Decyzję ta podjąłem ze względu na możliwość dalszego rozwoju tego bloga pod nowym adresem, w związku z czym już dzisiaj zapraszam do obejrzenia nowej stronki i oczywiście będę wdzięczny za komentarze.
Jako ciekawostkę dodam, że na nowej stronie oprócz bloga, który jest oczywiście gwoździem programu, planuję dodać dział ze zdjęciami z wycieczek rowerowo-samochodowych, recenzje ciekawych książek, recenzję ciekawych płyt muzycznych, oraz szereg innych atrakcji, o których już wkrótce.

Pozdrawiam i do zobaczenia na www.krzysztofnyrek.pl

czwartek, 25 marca 2010

Prawdziwe oszczędności



Po serii artykułów o zadłużeniu ZUSu, o tym że emerytur nie będzie, bo ZUS zbankrutuje. Po propagandowych hasłach, zachęcających do powrotu do ZUSu z OFE, bo przecież ZUS ma takie znakomite wyniki, a OFE tracą. Czas na działania i chwalenie się planowanymi oszczędnościami.

Pierwsza oszczędność bierze się z reformy emerytur pomostowych. W 2009r. wprowadzono ograniczenia w przyznawaniu tego typu świadczeń, w związku z czym mniej osób pobiera emeryturę. Chodzi oczywiście o porównanie do liczby osób, które pobierały by emeryturę, gdyby nie reforma. Wygaszono także wcześniejsze emerytury pracownicze, które były przyznawane za staż pracy. ZUS jest oczywiście w niebo wzięty, bo nie dość, że maleje liczba osób pobierających emerytury, to rzekomo sytuacja ta nakreśla nowy trend.

Będzie zatem co świętować, jakieś bale, czy może z racji zbliżającego się lata wakacje w Egipcie. To by nawet pasowało do teorii rozwoju Polski promowanej przez jednego ze znanych polityków, który powiedział, że Polacy powinni wypoczywać na Egipskich plażach. Bardziej przeraża mnie jednak fakt, iż ZUS twierdzi, ze to dobrze że jest niej emerytów, bo inaczej trzeba by podnieść podatki, lub składki emerytalne, czyli ukryte podatki, żeby utrzymać ZUS. W związku z czym wniosek jest prosty: ZUS nie upadnie, bo pieniądze na utrzymania molocha wyciągną z naszych portfeli i nawet specjalnie tego nie ukrywają.

To jednak nie koniec oszczędności, okazuje się, że żołnierze nie będą przechodzić na wcześniejszą emeryturę. MON zgodził się, aby żołnierze pracowali do 65 roku życia. Jest to kolejna grupa, po strażakach, policjantach i funkcjonariuszach BORu, która utraciła prawa do wcześniejszych emerytur. Teraz czas na nauczycieli i górników, bo chyba tylko oni jeszcze mają przywileje. Oczywiście dzięki temu powstaną spore oszczędności, szacuje się, że ok. 283 mln zł na początek.
Pocieszające jest jednak to, że nowym systemem będą rozliczane dopiero te osoby, które przystąpią do pracy od 1 stycznia 2012r. Czyli obecnie pełniący służbę nie stracą przywilejów i dobrze, bo było by to nie w porządku wobec tych osób. Ponadto MON chce wprowadzić program przekwalifikowania zawodowego, dla osób po 45 roku życia. Słusznie, bo ciężko mi wyobrazić sobie osobę w wieku pięćdziesięciu paru lat biegającą z karabinem po poligonie.

Powstaje tylko jeden problem, mianowicie duża część osób które chcą służyć w armii zgłosiło się ze względu na wcześniejszą emeryturę. Pytanie więc rodzi się samo: kto teraz będzie służył w armii? Chyba tylko sami pasjonaci. Z jednej strony to dobrze, bo armia zyska na tym, z drugiej jednak strony, może się szybko okazać, że tych pasjonatów będzie za mało.

Podsumowując temat wygląda na to, że wszystko przebiega zgodnie z przewidywaniami, to znaczy najpierw nagłośnili trudną sytuację ZUSu, to że emerytury nawet jeśli będą to wystarcza na bułkę i margarynę. Ludzie się oswoili z tą myślą, a w najgorszym wypadku przyjęli do wiadomości, więc teraz można obcinać przywileje emerytalne, wydłużać wiek przejścia na emeryturę, a ostatecznie obniżyć do minimum kwotę wynagrodzenia z tytułu emerytury. Widać, że rząd stosuje metodę małych kroków Kaizena i jak na razie to działa. Zobaczymy jakie będą kolejne kroki.

wtorek, 23 marca 2010

Czas rewolucji

Nadchodzi czas rewolucji. Nie ma odwrotu. Dopiero co pisałem, o nowym sposobie noszenia węża, a już dzisiaj przeczytałem trzy szokujące informacje, które może nie wywrócą świata do góry nogami, ale dla mnie są jasnym sygnałem zmian. Chociaż z drugiej strony, może po prostu się starzeję i pewne wydarzenia inaczej już odbieram. Oceńcie sami.

Zacznijmy od motoryzacji: BMW dobrze znana niemiecka marka, przez fanów uwielbiana między innymi za to, że z uporem maniaka wyposażała produkowane przez siebie auta w tylni napęd, postanowiła zerwać z tym. Na razie oczywiście nie we wszystkich modelach, ale kto wie, co będzie dalej. Jak twierdzą znawcy tematu, sam Bóg podyktował nam tylni napęd, bo gdyby przedni napęd był lepszy to ludzie chodzili by na rękach.

Ja nie chcę zagłębiać się tu w szczegóły techniczne, bo po prostu się na tym nie znam. Miałem przyjemność jeździć BMW, miałem też przyjemność jeździć samochodami z przednim napędem, różnica jest i co do tego nie ma wątpliwości, jednak które rozwiązanie jest lepsze nie wiem. Natomiast najważniejsze w tym jest właśnie to, że zmiana nastawienia koncernu nastąpiła i to wywołuje największą dyskusję. Ponoć cała branża czeka teraz, aż Ferrari wprowadzi do swojej gamy silników diesle.

Drugą rewolucyjną informacją jest wprowadzenie przez Stany Zjednoczone reformy systemu ubezpieczeń. Od teraz, o ile republikanie czegoś nie wymyślą, ubezpieczenia zdrowotne będą obowiązkowe. Demokraci tłumaczą się na wiele sposobów, że jest to obowiązek konieczny, jednak wszyscy dobrze wiedzą, że to socjaliści, a więc pragną dobra narodu.

Ja wiem, że po wolnym kraju nie zostało już prawie nic, co potwierdza tylko słowa wielkiego myśliciela ruchu socjalistycznego, który powiedział: „Dajcie ludziom władzę, a sami wybiorą socjalizm” i to się właśnie dzieje z wielką legenda kapitalizmu. Teraz wystarczy tylko obserwować, jak wzrosną ubezpieczenia, bo przecież to co obowiązkowe może drożeć, bo i tak trzeba kupić, jak koszty leczenia wzrosną, bo teraz wszyscy muszą być ubezpieczeni, no to obsługa wszystkich jest droższa, niż „wybrańców” itd. Jak już wydatki na służbę zdrowia wzrosną do astronomicznych kwot, Polacy pojada i pokażą, jak zmajstrować taki majstersztyk jak NFZ i problemy się skończą.

Zostanie jeszcze tylko wprowadzić świadczenia socjalne i już Ameryka będzie prawdziwie bezpiecznym i opływającym mlekiem i miodem rajem, do którego napływać będą emigranci nieprzerwanym strumieniem, jak w XIX w. Szczerze mówiąc szkoda mi tego kraju, bo patrząc na jego historię i szalony rozwój w XIX w. można przecierać oczy ze zdumienia, że takich rzeczy można dokonać, teraz będzie można przecierać oczy ze zdumienia, że taką potęgę można obrócić w pył.

Na koniec zostawiłem sobie rzecz chyba najciekawszą, jednak równie rewolucyjną. Otóż amerykanie wymyślili nowe reality show. Tym razem gwiazdami programu są trzy kobiety w ciąży w pierwszym trymestrze. Cały program ma trwać sześć tygodni, a naczelnym pytaniem programu jest: czy dokonają aborcji, czy też zdecydują się donosić ciąże.

Ja rozumiem, że aborcja to pewien problem społeczny, ale żeby z tego robić show? Jeszcze może widzowie będą głosować smsami czy ciąże trzeba już usunąć, czy może jeszcze poczekać tydzień. Twórcy programu mówią, że wymyślili ten program, aby naświetlić problem aborcji. Ja jednak, myślę, że poza oglądalnością, nie zależało im na niczym więcej, bo temat aborcji jest już tak nagłośniony, że powoli zaczyna się ludziom nudzić, jednak reality show, no tego to jeszcze nie było. Więc zarobią i to pewnie sporo, a potem sprawa przycichnie i wszystko wróci do normy.

sobota, 20 marca 2010

Cień sprawiedliwości

Jest jednak cień sprawiedliwości w naszym kraju. To cieszy, pomimo iż jest to tylko cień. Sąd w Kościerzynie uchylił mandat nałożony na właścicielkę pojazdu, która tym pojazdem nie kierowała, a mimo to mandat dostała. Chodzi oczywiście o mandat za zdjęcie na fotoradarze. To są tak zwane najdroższe zdjęcia z wakacji, lub wycieczek.

Sęk w tym, że o ile samochód udało się zidentyfikować, to kierującego pojazdem już nie. Jak zwykle w takiej sytuacji Policja wzywa właściciela pojazdu i jemu wystawia mandat. Jakiś czas temu było już o tym głośno, bo Policja chwaliła się, że ma taki świetny sprzęt, że nawet z naklejki są w stanie odczytać numery rejestracyjne pojazdu, więc żaden „Pirat” się im nie wywinie. Potem szybko się okazało, że numery rejestracyjne odczytać potrafią, ale z identyfikacją kierującego pojazdem jest już gorzej, więc w razie wątpliwości mandat dostał właściciel. Tak na opamiętanie, żeby nie pożyczał nieodpowiedzialnym osobom.

Na szczęście w końcu ktoś nie wytrzymał i oddał sprawę do sądu i oczywiście wygrał, no bo na zdrowy rozsądek jak można karać kogoś, kto jest ewidentnie nie winny. To tak jakby w markecie wyłapywać co którąś osobę i karać ją za kradzież, bo coś ze sklepu zniknęło, ale na kamerach nie widać wyraźnie kto to zrobił, niemniej ten ktoś miał czapkę, więc znajdźmy kogoś z czapką i bach go na komisariat.

Szkoda tylko Policji, bo znowu ktoś podważasz ich najlepsze źródło finansowania. Pamiętam jakiś czas temu na Onecie pojawił się na pierwszej stronie wstęp do artykułu o tym, że Policjantom nie wolno przekraczać prędkości w nieoznakowanych radiowozach z wideo rejestratorami. Problem w tym, że nawet nie zdążyłem tego artykułu przeczytać, tak szybko zniknął. Sam też nie jestem na bieżąco w tych przepisach, jednak z tego co kiedyś czytałem, to policji bez sygnału dźwiękowego i świetlnego, nie wolno szaleć po drogach. To tylko teoria, bo praktyka wiadomo mówi co innego i nawet kręcą o tym program i dumni jak pawie puszczają to w TV.
Wiem, już mi się przypomniało jak to w TV wygląda: najpierw jadą za kimś bez sygnału po cichu, potem mówią coś na kształt: „dość tego!” włączają sygnał i zatrzymują kierowcę. No i właśnie od momentu jak włączają sygnał jest w porządku, chociaż z tego co wiem na każdorazowe użycie sygnału musi być zgoda z góry, o którą w TV nie pytają, ale to może się zmieniło, a nawet jeśli nie, to i tak łatwo to obejść. Problem jest natomiast od momentu kiedy ruszają za piratem, do momentu kiedy włączają sygnał. Widać wtedy, jak bezkarnie łamią przepisy ścigając rzekomego pirata.

Ciekawi mnie czy trafili już kiedyś na jakiegoś kierowcę obeznanego z prawem i jak się to skończyło? Sięgam wstecz pamięcią i przypominam sobie, że raz na kogoś takiego trafili, ale kierowca ten mandatu nie przyjął, powiedział że spotkają się w sądzie, a komentator dodał z przekąsem, że sprawa wydaje się być i tak już rozstrzygnięta i tyle. Finału sprawy oczywiście nie poznamy.

Szukałem też informacji w sieci na ten temat, ale oprócz ogólnego oburzenia społeczeństwa konkretnych informacji nie znalazłem, tak więc sprawa pozostaje otwarta myślę jednak, że prędzej czy później dojdzie do spektakularnego procesu, a zwycięska strona pewnie będzie chciała pogrążyć przeciwnika chwaląc się zwycięstwem w mediach. Pozostaje zatem czekać.

środa, 17 marca 2010

Uwaga węże

Okazuje się, że dzisiejsza młodzież nie zna słowa ograniczenie, a w łamaniu wszelkich granic jest bardziej zaangażowana, niż jeden czerwono włosy wokalista pewnego niegdyś dobrze znanego zespołu. Można mówić różne rzeczy o młodzieży, ale tak już to jest, że młodzi przychodzą dokonują rewolucji, na którą starsi nie mają odwagi, a potem patrzą na to jak młodsi od nich dokonują kolejnych rewolucji, o których Ci z kolei nie śnili.

Przejdźmy jednak do sedna sprawy. W Polsce media, wzięły sobie na celownik pewną młodą kobietę która przyszła na komendę z wężem. Może i nic by się nie stało, gdyby trzymała go jak przystało w powiedzonku, w kieszeni, ale ona poszła krok dalej i miała go na ciele. W ten oto sposób dokonała się rewolucja. Teraz obowiązywać będzie nowe powiedzenie: mieć węża za pazuchą. Najśmieszniejsze dla mnie w całej historii jest to, że Policja zbada czy wąż nie został w ten sposób skrzywdzony. Ja myślę, że bardziej adekwatny byłby weterynarz, który sprawdziłby płeć i orientację seksualną węża i wszystko było by jasne. W ciemno obstawiam, że to był samiec i to hetero. Pytanie tylko czy węże w ogóle mają płeć?

Skoro już mówimy o zwierzętach, to zastanawiam się, czy Policja nie powinna czasem kontrolować młode osoby o podejrzanym zachowaniu, u których występuje podejrzenie o to, że przenoszą szczura na ciele. Jest taka moda, wśród posiadaczy tych, sympatycznych zwierzątek, że wychodzi się ze szczurkiem na spacer, a polega to właśnie na tym, że chowa się go pod bluzę, czy koszulę i szczurek jest na spacerze.

Jeżeli jednak się okaże, że takie zachowanie jest krzywdzące dla węża, to mam obawy, że w stosunku do szczura również będzie to krzywdzące. Wiem, że normalnie Pan Policjant nie ma prawa nas przeszukiwać, ale jest coś takiego, jak okoliczności nadzwyczajne i wtedy już prawo ma i jak że by inaczej często z niego korzysta. Szybko więc może się okazać, że będziemy przeszukiwani na rogatkach, czy aby nie mamy zwierza za pazuchą.

Na koniec jeszcze taka ciekawostka, na którą natknąłem się przypadkowo w Internecie. Chodzi o to, że w Internecie rozkwita handel dziećmi. Tak właśnie, zabroniono kobietą nosić nie swoje dzieci w łonie, to teraz noszą swoje, a potem je sprzedają. Tak to niestety jest, że jeżeli pojawia się jakiś problem, w tym przypadku bezpłodność, to ludzie szukają rozwiązania. Urzędnicy natomiast, zamiast pomyśleć jak by tu rozwiązać ten problem, albo przynajmniej o tym rozmawiać, to zabronili ludziom pomagać sobie nawzajem. W związku z czym ludzie znaleźli nowe rozwiązanie i teraz czekamy, aż urzędnicy znowu je zablokują, a ludzie znajda kolejne rozwiązanie.

Wiadomo także, że jeżeli urzędnicy zablokują już wszystkie wymyślone przez ludzi rozwiązania, to wtedy rozkwitnie tak zwana szara strefa i tak to się skończy. Nie można bowiem udawać, że problemu nie ma, bo problem jest i to spory. Jednak trudny, a w kraju katolickim, gdzie nawet prezerwatywy są dziełem szatana, to jest to już problem bardzo trudny. No, ale życie wiadomo pisze swój scenariusz, więc zaraz po Pani Wiośnie na jednym z portali handlowych może pojawić się Pan Bocian.

poniedziałek, 15 marca 2010

Dopłaty Opłaty



Chcemy autostrad, chcemy Euro 2012? Chcemy, a więc słono zapłacimy za tą przyjemność. Nie mówię tu o kosztach, które ktoś tam kiedyś oszacował, mówię o kosztach, które co jakiś czas pojawiają się niespodziewanie, jak królik z kapelusza. No właśnie, czy aby na pewno tak niespodziewanie? Nabieram coraz większych wątpliwości. Bardziej wydaje mi się, że są to koszty wkalkulowane od początku, ale żeby nie tracić poparcia społeczeństwa, co do organizacji Euro 2012, dziwnym trafem kosztów tych nie doliczono.

Jednym z takich niedoliczonych kosztów jest budowa autostrad i wszelkich dróg szybkiego ruchu. Okazuje się bowiem, że wykonawcy żądają od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad dopłat, do budowy zaplanowanych odcinków autostrad i dróg ekspresowych. Chodzi o to, że barierki zapobiegające wypadnięciu auta z drogi nie są zgodne z europejskimi normami. Mało tego, nasze dopuszczenia krajowe na te barierki skończyły obowiązywać z końcem ubiegłego roku. No i w tym tkwi szkopuł! Przecież wiadomo było, że normy przestaną obowiązywać z końcem 2009 roku, ale mimo tego nikt tego nie wziął pod uwagę.

Nie pomyślały o tym władze, bo do tej pory nie ma nowych rozporządzeń, ani nie pomyśleli o tym wykonawcy składając propozycje do przetargu. No właśnie czy aby na pewno żadna ze stron o tym nie pomyślała? Jest to dziwne stwierdzenie, bo okazuje się, że wykonawcy żądają odszkodowań od GDDKiA, a jeszcze nie wiedzą za co, bo przecież nowe wytyczne co do barierek nie istnieją. Natomiast GDDKiA uspokaja, że wszystko jest pod kontrolą. No to wydaje się, że skoro wszystko jest pod kontrolą, chociaż przepisów brak, to dla mnie wniosek jest jeden: wszystko jest już ustawione od dawna, teraz tylko trzeba konsekwentnie realizować plan i uderzyć w kieszenie podatników, bo Ci przecież chcą mieć Euro 2012.

Inne dopłaty, jakie ponosimy codziennie, to opłaty na rzecz ekoterroryzmu. Co to jest ekoterroryzm i jak działa, to pisałem już na blogu, więc nie będę się powtarzał. Ciekawa jest jednak deklaracja sekretarza generalnego ONZ Pana Bana KI Muna, który poinformował, że akademie nauk z kilku krajów zbadają działalność Międzynarodowego Panelu ds. zmian klimatu działającego przy ONZ. Okazuje się bowiem, że członkom owego Panelu zabrakło już argumentów do obrony swojego wymyślnego raportu na temat globalnego ocieplenia. Mało tego przyznali się, że w raporcie tym przesadzili oceniając tempo topnienia lodowców w Himalajach, oraz stopień zagrożenia terenów nadmorskich przez wzrastający poziom wód morskich.

Oczywiście w temacie globalnego ocieplenia na razie nie przyznają się do błędu, twierdząc że ocieplenie klimatu jest wyraźne i nie podlega dyskusji. Jest to z pewnością podyktowane tym, że na fali globalnego ocieplenia zmajstrowano wiele podatków, oraz cały system handlu emisją CO2, więc gdyby teraz się okazało, że to bajka pojawił by się spory problem. Ja osobiście skłaniam się ku opiniom niezależnych badaczy, którzy coraz śmielej prezentują badania wskazujące jednoznacznie, że wkraczamy raczej w okres kolejnego zlodowacenia. Jednak najważniejsze jest to, że cykle ocieplenia i oziębienia klimatu są na ziemi czymś normalnym, a pomysł że ludzie mają na to jakikolwiek wpływ, bierze się wyłącznie z ludzkiej pychy i megalomanii.

Na koniec zostawiłem sobie optymistyczny akcent: organizacje feministyczne w kwietniu zamierzają zorganizować w Warszawie Dni Cipki. No i to się chwali, ciekawi mnie odzew ze stron organizacji męskich. Oczywiście w święcie tym chodzi o odczarowanie słowa Cipka, no ja myślę, że mężczyzn też dotyczy jedno takie brzydkie słówko, które można by odczarować. Wracając jednak do kobiet i ich dni, to w programie przewidziano między innymi: „warsztaty waginalne”, film „Monologi waginy”, oraz „cipkowe gadżety”. Tak sobie myślę, że święto to może niechcący bardziej zainteresować mężczyzn, niż kobiety, ale pożyjemy zobaczymy.

piątek, 12 marca 2010

Ach te długi

Jak podają niezależne źródła deficyt budżetowy amerykańskiego rządu w bieżącym roku wyniesie 1.5 bln USD. Natomiast dług publiczny USA osiąnął 70,7 bln USD. Idąc dalej tym tropem dochodzimy do wniosku, że dług ten jest większy od światowego PKB o 10 bln USD. Zastanówmy się zatem co to w ogóle znaczy dla reszty świata. Myślę i myślę i nic mi nie przychodzi do głowy. Długi mają wszystkie kraje, więc to nic dziwnego. Wysokość długu robi wrażenie, ale Stany to potężna gospodarka, która potrafi zarobić na ten kraj. Ekonomiści straszą hiperinflacją, ale ja myślę, że jeżeli jeszcze nie doszło do hiperinflacji, po rzekomym zalaniu rynku tanim dolarem, to teraz też do tego nie dojdzie. Możliwe, że wartość dolara zmaleje na światowym rynku, ale jakiś czas temu mieliśmy już do czynienia z taką sytuacją i wtedy Stany notowały rekordowy eksport, który pomógł utrzymać gospodarkę na dobrym poziomie. W związku z czym, nie bardzo wiem nad czym tu się rozwodzić.

Pozostając jeszcze w temacie długów, kilka słów o tasiemcu z naszego podwórka czyli NFZ. Pomijając to, że NFZ wysysa miliony złotych z naszej kieszeni, bo o tym już pisałem wiele razy, to okazuje się, że nie rości sobie praw do teoretycznie należnych mu pieniędzy od firm. Chodzi o to, że szpitale leczą nieubezpieczone przez pracodawcę osoby, po czym obciążają NFZ kosztami, a ten ostatni zamiast ściągnąć pieniądze z firmy, to się tłumaczy, że takie ściąganie pieniędzy jest trudne. Ot państwowy moloch, dziura bez dna, któremu wszystko jedno, bo i tak Polacy zapłacą, czy dopłacą wszystko jedno.

Mało tego Związek Powiatów Polskich już pędzi z gotowym rozwiązaniem, dzięki któremu corocznie powiększano by składki na służbę zdrowia o kwotę wynikłą z leczenia nieubezpieczonych osób. Jest to już przesada, zamiast ściągnąć pieniądze od firm, albo po prostu z nieubezpieczonych ludzi, to oni chcą ściągać pieniądze z ludzi płacących składki. Ja w takim razie poproszę o przepisanie do firmy, w której składek się nie płaci.

Tak na marginesie, to według wszelkich danych są też osoby które nie są ubezpieczone i płacą sobie gotówką za usługi szpitalne. Więc ja się pytam gdzie jest ten koronny argument NFZ, że leczenie szpitalne jest za drogie, żeby ludzie mogli za własną gotówkę fundować sobie lekarzy? Pomijając już to, że jak przychodzi co do czego, to NFZ tez nie stać na kosztowne leczenie.

Na koniec kilka słów o długu Grecji. Zastanawia mnie na ile jest to „chory człowiek Europy” jak stwierdził jeden z wszystkim znanych Panów Bliźniaków, a na ile Grecja padła ofiarą nagonki. Nie znam niestety wszystkich szczegółów zadłużenia Grecji, mam jednak wrażenie, że wszystkie kraje europejskie są zadłużone na podobnym poziomie. Problem według mnie polega na tym, że niektóre kraje po prostu niechcący się do tego przyznały, dlatego teraz musza odbyć pokutę, za złamanie tajemnicy powszechnego tonięcia w długach systemu socjalistycznego.

Tak jak już kiedyś pisałem, socjalizm to bardzo drogi system, a do tego żeby się przypodobać przed wyborami politycy rozrzucają lekką ręką miliony, po to żeby ludzie na nich zagłosowali, a jak już zagłosują, to jakoś to będzie. Przypomina mi to wszystko dobrze znane z historii przywileje szlacheckie. Służyły one tylko po to, żeby zjednać sobie wystarczająco dużo szlachciców, żeby zostać królem. Jak się skończyło, to pisać nie muszę. Swoją drogą jeśli mówimy o historii, to wszyscy wiemy, jak kończyły dawne demokracje, a że historia lubi się powtarzać, to pewnie obecny system czeka taki sam koniec.

Wracając jednak jeszcze na moment do Grecji, to politycy tego kraju zrobili najlepszą rzecz na świecie i w celu ratowania finansów publicznych podnieśli podatki. Mało tego, że podnieśli VAT, to jeszcze wprowadzili podatek od luksusu, oraz podnieśli akcyzę na wyroby tytoniowe, alkohol i paliwo. Co oczywiście poprawi stan kasy państwowej ... teoretycznie. Praktycznie w Grecji już istnieje potężna szara strefa, podniesienie podatku, na pewno poszerzy kręgi tej strefy. No, ale Grecy będą mieli teraz zwiększony dozór służb podatkowych nad sobą, w związku z czym możemy być spokojni o finanse tego kraju. Przecież teoretycznie wszystko jest na tip top.

środa, 10 marca 2010

Zelektryzowane społeczeństwo


Zelektryzujemy się dzisiaj odrobinę, bo oto w Polsce pełną parą rusza projekt zbudowania elektrowni jądrowej. Na temat elektrowni jądrowej nasze społeczeństwo wie tylko dwie rzeczy: że jest konieczna i że jest nie ekologiczna. Obie te prawd, to tak naprawdę nie prawdy. Po pierwsze Polska nie potrzebuje elektrowni jądrowej, dlatego że mamy jeszcze całkiem sporo pokładów węgla do wybrania. Tu bardziej należałoby skupić się na modernizacji istniejących elektrowni i dobudowie nowych. Mało tego ostatnio głośno jest o tym, że amerykanie pomogą nam uzyskiwać gaz z łupków, co pozwoli nam się teoretycznie przynajmniej uniezależnić od dostaw zewnętrznych, w związku z czym proponowałbym właśnie zbudować elektrownię opartą o wykorzystanie gazu.

Dlaczego nie elektrownia jądrowa? Z prostego powodu: są tylko trzej dostawcy paliwa jądrowego na świecie: Rosja, Francja i USA. Możemy sobie zatem wybrać od którego chcemy się uzależnić tym razem. Jeżeli chodzi o ekologię to elektrownia atomowa jest ekologiczna i to nie ulega wątpliwości. Problem jest natury medialnej, bo to media demonizują odpady z elektrowni i co chwila przypominają o Czarnobylu.

Odpady produkuje każda elektrownia, a elektrownia atomowa najmniej, problem jest jednie ze składowaniem, ale na świecie działa tyle elektrowni atomowych i jeszcze nie słyszałem żeby odpady z tych elektrowni kogoś zaatakowały. Jeśli chodzi o wybuch elektrowni w Czarnobylu to hipotez jest wiele, natomiast nie ulega wątpliwości, że od tamtej awarii nie było już żadnych podobnych na świecie. Z tego powodu nasuwa się prosty wniosek, że musiało się tam zdarzyć coś bardzo wyjątkowego, a prawdopodobieństwo ponownego zdarzenia jest znikome.

Natomiast jest jeszcze jeden wątek ekologiczny w tej sprawie. Otóż okazuje się, że wytwarzając energię z węgla, bądź gazu musimy płacić za emisję tak zwanych gazów cieplarnianych. Natomiast mając energię z elektrowni atomowej nie płacimy za odpady ani grosza. To dziwne, że media się tym jeszcze nie zainteresowały, bo przecież zanieczyszczanie środowiska to wręcz przestępstwo. Wiem, wiem na zachodzie jest za dużo elektrowni atomowych, żeby płacić od nich podatek, to wiele wyjaśnia.

Naprzeciw temu wszystkiemu wychodzi jeden z dostawców prądu. Mianowicie zamierza on zaoferować swoim klientom turbiny wiatrowe, lub panele słoneczne w leasing. Mało tego firma ta deklaruje, że jeżeli ktoś się zdecyduje na taki leasing, to będzie mógł nadwyżki prądu sprzedawać do sieci, bez koncesji.

Wszystko to bardzo ładnie wygląda na papierze i jest dość obiecujące, trzeba by to tylko dobrze skalkulować. Może się bowiem okazać, że zamiast płacić za prąd, dostawca będzie nam płacił za prąd. Jeżeli prawdą jest, że taka turbina odpowiednio dobrana i oczywiście w sprzyjających warunkach jest w stanie zaspokoić zapotrzebowanie na prąd domku jednorodzinnego, to myślę, że już warto się zdecydować. Poza tym w kontekście elektrowni atomowej, to szybko się okaże, że naprawdę jej nie potrzebujemy.

poniedziałek, 8 marca 2010

Finansowo cz.2

Pozwolę sobie kontynuować temat szeroko pojętych finansów. Po ostatnich wiadomościach zdążyłem co prawda odrobinę ochłonąć, a tu już kolejna porcja równie denerwujących informacji. Tak sobie myślę, że w sumie to dobrze z rana sobie tak poczytać, zamiast kawy jak znalazł. Zatem zaczynamy.

Na początek coś o bezrobotnych. W zasadzie o tych bezrobotnych magistrach i inżynierach. Okazuje się bowiem, że urzędy pracy notują coraz większy odsetek bezrobotnych absolwentów wyższych uczelni. Nie ma się jednak co dziwić skoro pracodawcy oczekują super wykształcenia wyższego, a do tego 6 lat stażu pracy. Teoretycznie da się to zrobić uczęszczając na studia zaoczne, jednak tylko teoretycznie, bo pracodawcy źle patrzą na osoby które skończyły studia zaoczne, bo niby poziom nauczania jest tam mniejszy.
Mamy więc problem pod tytułem: „skończyłem studia i co teraz?”
Ja myślę, że jest to problem napędzony przez pracodawców, którzy swego czasu nawet od Pani która miała pracować w spożywczym na kasie, wymagali wyższego wykształcenia na kierunku ekonomicznym. Śmieszne, ale niestety doprowadziło do tego, że studia stały się obowiązkowe, więc każdy leci na studia, byle jakie, byle studia i potem jest problem. Natomiast w między czasie okazało się, że zaczęło brakować wykwalifikowanego personelu, po szkołach zawodowych. W związku z czym obecnie hydraulik, spawacz, czy operator wózka widłowego, to osoby których szuka się ze świeczką na rynku pracy. Mało tego takie osoby stawiają warunki pracodawcom, a nie odwrotnie.

Wracając jednak do głównego wątku, to okazuje się, że ministerstwo pracy chce wydać 300 mln zł na aktywizację młodych osób przed trzydziestką. Z tych pieniędzy urzędy chcą opłacić staże, szkolenia i dotacje. Ja się tylko pytam po co? Co to da? Czy osoba, która po szkole nie umie znaleźć pracy dzięki takiemu kursowi ją znajdzie? Nie wydaje mi się. Czy znajdzie ją dzięki stażowi? Też mi się nie wydaje. Kurs, jak to kurs z urzędu warto sobie pójść, podnieść kwalifikacje, ale mały jest odsetek osób które po kursie znalazły pracę. Co do stażu, to oczywiście pracodawca bardzo chętnie przyjmie, zwłaszcza że mu za to zapłacą, ale po okresie stażu miło się pożegna i weźmie sobie kolejną osobę na staż. No, bo przecież za to mu płacą.

Ja mam taką propozycję, powróćmy do czasów komuny i niech praca będzie obowiązkiem. Niech policja zajmie się tymi którzy uchylają się od pracy. Niech wszyscy będą szczęśliwi, jak za dawnych lat. Każdy dostanie przydział na towary i będzie spokój. Mało tego wszyscy będziemy mieli tyle pieniędzy, że nie będziemy mieli co z nimi robić i będziemy żyć w przepięknej utopi.

Skoro mówimy już o nadwyżce w postaci gotówki, to przyda się nam jak najbardziej, bo na jesień czekają nas niespodzianki w postaci podwyżki cen prądu. Bierze się to stąd, że energetycy mają obowiązek od września sprzedawać prąd produkowany z metanu. Niech mi ktoś jeszcze raz powie, że nie ma socjalizmu w tym kraju i jest wolny rynek, to po prostu nie wytrzymam i wyjdę. Do niedawna tylko śmieszyła mnie kampania jednej z firm sprzedających energię, polegająca na sprzedaży energii z tak zwanych źródeł odnawialnych, co skutkowało wyższymi rachunkami i moim pytaniem, a jak oni tą bioenergię wysyłają do takiego gospodarstwa? Bezprzewodowo, czy osobną linią, bo za bardzo nie rozumiem tego mechanizmu. Nie rozumiem go z resztą do dziś dzień.
Teraz cały trick polega na tym, że dostawca energii będzie musiał wykupić certyfikat, że tyle a tyle prądu pochodzi z metanu, a tyle z węgla, a tyle z wiatraku, a tyle z biomasy itd.
Jeżeli jednak zdarzy się, że zabraknie któregoś z prądów na rynku, to wystarczy, że wykupi specjalny certyfikat zastępczy. Czy to nie jest totalna obłuda i kolejne podatki? Myślę, że odpowiedź już znacie.