UWAGA

UWAGA ZMIENIAMY ADRES


Mój blog dostępny jest już pod nowym adresem


Serdecznie zapraszam na:


KRZYSZTOFNYREK.PL

Założe się, że tego nie spróbujesz

poniedziałek, 8 marca 2010

Finansowo cz.2

Pozwolę sobie kontynuować temat szeroko pojętych finansów. Po ostatnich wiadomościach zdążyłem co prawda odrobinę ochłonąć, a tu już kolejna porcja równie denerwujących informacji. Tak sobie myślę, że w sumie to dobrze z rana sobie tak poczytać, zamiast kawy jak znalazł. Zatem zaczynamy.

Na początek coś o bezrobotnych. W zasadzie o tych bezrobotnych magistrach i inżynierach. Okazuje się bowiem, że urzędy pracy notują coraz większy odsetek bezrobotnych absolwentów wyższych uczelni. Nie ma się jednak co dziwić skoro pracodawcy oczekują super wykształcenia wyższego, a do tego 6 lat stażu pracy. Teoretycznie da się to zrobić uczęszczając na studia zaoczne, jednak tylko teoretycznie, bo pracodawcy źle patrzą na osoby które skończyły studia zaoczne, bo niby poziom nauczania jest tam mniejszy.
Mamy więc problem pod tytułem: „skończyłem studia i co teraz?”
Ja myślę, że jest to problem napędzony przez pracodawców, którzy swego czasu nawet od Pani która miała pracować w spożywczym na kasie, wymagali wyższego wykształcenia na kierunku ekonomicznym. Śmieszne, ale niestety doprowadziło do tego, że studia stały się obowiązkowe, więc każdy leci na studia, byle jakie, byle studia i potem jest problem. Natomiast w między czasie okazało się, że zaczęło brakować wykwalifikowanego personelu, po szkołach zawodowych. W związku z czym obecnie hydraulik, spawacz, czy operator wózka widłowego, to osoby których szuka się ze świeczką na rynku pracy. Mało tego takie osoby stawiają warunki pracodawcom, a nie odwrotnie.

Wracając jednak do głównego wątku, to okazuje się, że ministerstwo pracy chce wydać 300 mln zł na aktywizację młodych osób przed trzydziestką. Z tych pieniędzy urzędy chcą opłacić staże, szkolenia i dotacje. Ja się tylko pytam po co? Co to da? Czy osoba, która po szkole nie umie znaleźć pracy dzięki takiemu kursowi ją znajdzie? Nie wydaje mi się. Czy znajdzie ją dzięki stażowi? Też mi się nie wydaje. Kurs, jak to kurs z urzędu warto sobie pójść, podnieść kwalifikacje, ale mały jest odsetek osób które po kursie znalazły pracę. Co do stażu, to oczywiście pracodawca bardzo chętnie przyjmie, zwłaszcza że mu za to zapłacą, ale po okresie stażu miło się pożegna i weźmie sobie kolejną osobę na staż. No, bo przecież za to mu płacą.

Ja mam taką propozycję, powróćmy do czasów komuny i niech praca będzie obowiązkiem. Niech policja zajmie się tymi którzy uchylają się od pracy. Niech wszyscy będą szczęśliwi, jak za dawnych lat. Każdy dostanie przydział na towary i będzie spokój. Mało tego wszyscy będziemy mieli tyle pieniędzy, że nie będziemy mieli co z nimi robić i będziemy żyć w przepięknej utopi.

Skoro mówimy już o nadwyżce w postaci gotówki, to przyda się nam jak najbardziej, bo na jesień czekają nas niespodzianki w postaci podwyżki cen prądu. Bierze się to stąd, że energetycy mają obowiązek od września sprzedawać prąd produkowany z metanu. Niech mi ktoś jeszcze raz powie, że nie ma socjalizmu w tym kraju i jest wolny rynek, to po prostu nie wytrzymam i wyjdę. Do niedawna tylko śmieszyła mnie kampania jednej z firm sprzedających energię, polegająca na sprzedaży energii z tak zwanych źródeł odnawialnych, co skutkowało wyższymi rachunkami i moim pytaniem, a jak oni tą bioenergię wysyłają do takiego gospodarstwa? Bezprzewodowo, czy osobną linią, bo za bardzo nie rozumiem tego mechanizmu. Nie rozumiem go z resztą do dziś dzień.
Teraz cały trick polega na tym, że dostawca energii będzie musiał wykupić certyfikat, że tyle a tyle prądu pochodzi z metanu, a tyle z węgla, a tyle z wiatraku, a tyle z biomasy itd.
Jeżeli jednak zdarzy się, że zabraknie któregoś z prądów na rynku, to wystarczy, że wykupi specjalny certyfikat zastępczy. Czy to nie jest totalna obłuda i kolejne podatki? Myślę, że odpowiedź już znacie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz